Załóż bloga Zaloguj się



Cd III .

00:50, 11/16,2010

Otworzyłam go szybko. Kiedy zaczęłam czytać w mojej głowieusłayszałam głos kobiety. To była tre¶ć listu.

Szanowna Pani,

O¶wiadczam, iż od dnia, w którym była Pani w zamku w wieży najwyższej, jest Pani zobowi±zana do złożenia odpowiednich aktów w Towarzystwie Niebieskiego Ognia. Pani zachowanie oraz odkrycie ¶ci¶le tajnych informacji spowoduje natychmiastowe działanie w przypadku ujawnienia ich osobom trzecim, w konsekwencji tegoż działania jest podejmowana kara ¶mierci, albo zniknięcie Pani z życia jakie było prowadzone przez Pani± (niewola)

 

Życzę miłego dnia,

Z wyrazami szacunku,

Mullier Sapiensis.

 

 

Ps. Pani przewodnik pojawi się wraz z ukończeniem trzynastego roku życia. Dalsze instrukcje u przewodnika.

 

-Kto mi to dał?

-Mnie się pytasz?

-Kto¶ musiał widzieć.

-Co tam jest napisane?

-Co¶ o podróży. – Nie wiedziałam co dokładnie przez ten list mam rozumieć. To zapewne jaki¶ żart.

-Anka…!

-Co?

-Twoje ręce szyja i …to co było… znaczy uk±szenia. – spojrzałam, nie było ¶ladu najmniejszego po ranach i siniakach. –Nic nie ma.

-Jak to możliwe?

-Nie wiem, ale chyba wole nie wiedzieć

-Ale za nim cię znaleĽli to przecież miała¶ te ranki.

-Hmm a co się wła¶ciwie stało?

-Zobaczyłam cię leż±c± na podłodze to przybiegłam i zobaczyłam co się stało no i zawołałam kogo¶ dorosłego.

-Spoko.

Kiedy tak siedziałam na łóżku i rozmy¶lałam, iż czas było się zbierać, spakowałam się i powiedziałam Karolinie, by mnie obudziła kiedy będziemy jechać.

Kiedy tak pogr±żałam się w błogim uczuciu nic nie robienia, poczułam nieważko¶ć, brak ciężaru. Powoli otworzyłam oczy, widziałam sufit, żyrandol, … ale chwila, to wszystko było za blisko. OtrzeĽwiałam, a kiedy poruszyłam nogami tak jakbym nic nie miała pod sob±. Przerażona próbowałam się obrócić i moim oczom ukazała się dziewczynka, to

byłam ja. Zaczęłam krzyczeć, ale po chwili zrozumiałam, że to bezsensu. Już wcze¶niej ¶niłam o lataniu, ale nigdy nie widziałam siebie. Ja chce wrócić! Teraz!!! BUM. Spadłam. Miałam szeroko otworzone oczy. Rozejrzałam się. Spróbowałam za siebie, ale miałam poduszkę za sob±. Odetchnęłam z ulg±. Usiadłam na łóżku i jako¶ ciężko oddychałam.


 

Kawałek drugiego i kawałek trzeciego rozdziału

21:41, 11/12,2010

 Przepraszam że tak długo i nie wtedy gdy zapowiadałam, a wła¶nie. Teraz zaznaczyłam ze to jest podpięte do II rozdziału ale na przyszło¶ć będę poprostu dodawać do istniej±cych rozdziałów. Pozdro dla Violet. "Go carrots !!!"

 

II cz 2

Kiedy schodziłam na ¶niadanie u dołu schodów stała Kasia. Podbiegłam do niej. Kiedy mnie zauważyła, u¶miechnę się szeroko. Nagle utkwiła wzrok na moim nadgarstku. Posmutniała. Wyci±gnęła dłoń i złapała mnie. Kiedy to zrobiła poczułam chłód. Była zimna jak …. Trup. Spojrzałam na ni±. Jej oczy… Nagle pojawiły się obrazy … przedstawiały j± bawi±c± się w pokoju. Potem smutek i ucisk w klatce piersiowej, tak jakby kto¶ mnie dusił. Łzy napłynęły mi do oczu. Za ni± stał mężczyzna. Wtedy poczułam się jak ona i chyba byłam ni± bo siedziałam w miejscu gdzie ona siedziała i poczułam czyj±¶ obecno¶ć. To był ten mężczyzna. Nagle zrobiło się ciemno. Nie czułam lewej dłoni tylko ból, to samo jeżeli chodzi o stopy. DĽwięki, to był mój krzyk i warczenie. Czyje? Gryzienie, mlaskanie i znów ból. Miałam otwarte oczy ale było ciemno. Co¶ … co¶ widzę. Potwór. Ten facet,  - co stał za Kasi±-  on był cały we krwi i jadł. To wygl±da jak …

Zbiera mi się na mdło¶ci. Mał± dłoń, to obgryzał.

Wróciłam. Kasi nie było ale stałam przed drzwiami do bawialni. Kiedy wyci±gnęłam dłoń by dotkn±ć klamki usłyszałam ‘ ciekawo¶ć prowadzi do piekła’ odwróciłam się. Nikogo nie było kto by mi to powiedział. W oddali słyszałam głosy obozowiczów ale nie osoby dorosłej. Męskiej. – A jeżeli to otworze?- z u¶miechem że nikt mi nie odpowiada złapałam za klamkę. Wtedy zrobiło się zimno. Znów czyja¶ obecno¶ć. Była zdenerwowana – Czego chcesz!?- krzyknęłam

-A jak my¶lisz? – zdębiałam. On tam był, stał i mówił do mnie. Nie odwracaj±c się zadałam kolejne pytanie. – To ty jeste¶ tym lokajem? – trzęsłam się.

-Nie, ale jestem tym, który go stworzył. A teraz ¶pij.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Upadłam. Kto¶ mnie podniósł. Przytuliłam się do torsu. Jako¶ przestałam się bać. Spojrzałam w górę. To on. Ten z wieży. Zdobyłam resztki sił, ale to zabrzmiało tak anemicznie.

– Kim jeste¶? – spojrzał na mnie. Widziałam jego twarz. Młoda, przystojna nie jak tamtego, on był inny, ale i tak co¶ mnie niepokoiło. Ciemno¶ć. I dotyk, czyje¶ palce bł±dziło po mojej twarzy i szyj.

 


                                        To będzie III rozdział

 

 

Moja głowa, jakby kto¶ j± przygniatał. Ale boli i te zmęczenie. Nie. Jednak wszystko mnie boli, ale co się stało? Co to za mruczenie? ‘mmmm mmmmmmm, mm mm mmmm’ Potrz±snęłam głow± i otrzeĽwiałam na tyle by zrozumieć co do mnie mówiono:

‘Ania wstawaj, co ci jest?’. Spojrzałam, jakie¶ rozmazane, ale po chwili już lepiej. Karolina wraz ze wszystkimi obozowiczami stali nade mn± i wygl±dali na przerażonych.  Kto¶ jeszcze przybiegł. Podniosłam się. Otworzyłam usta, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Wzięłam głęboki wdech.

-Ja… nie wiem c-co się stało. Głowa mnie i … całe ciało. Nie wiem.

-Spokojnie. – Kobieta w przebraniu, chyba, ratownika ujęła mnie i położyła na nosze.

-Nie, już wszystko dobrze tylko zemdlałam, bo głodna jestem.

-Tak oczywi¶cie, ale musimy cię zabrać na badania i …

-Nie, nie trzeba to tylko lekkie zasłabnięcie.

-Takie s± przepisy, więc…

-A je¶li przepisy mówiłyby o zostawieniu osób bardziej poszkodowanych i pójcie do dziecka, bo ma gor±czkę to poszłaby pani?

-Heh widzę, że bardzo nie chcesz i¶ć. To tutaj zrobimy rutynowe badania.

Kiedy zmierzyła mi ci¶nienie, pobrała krew, dostarczyłam jej danych osobistych i widomo¶ci czy już wcze¶niej tak miałam, odjechała razem ze swoim partnerem.

Po zakończeniu badań dzieciaki podbiegły do mnie i zaczęły wypytywać o to, czy co¶ pamiętam i czy bolało pobranie krwi. Pamiętałam wszystko, tylko czy było warto to mówić na głos i to dorosłej osobie. Zmęczona wstałam i poszłam do pokoju. Padłam na łóżko.

-Nie zasypiaj dzisiaj wyjeżdżamy. A wła¶nie co¶ leżało na twojej poduszce jak na ni± spadła¶.

-Co? Co takiego?

-Nie wiem padła¶ i nie dostrzegłam.

Baaardzo leniwym ruchem wyjęłam spod siebie co¶ papierowego. Spojrzałam. Nagle jakby trza¶nięta piorunem siedziałam na łóżku. To był list. Miał pieczęć z laki i był to… pentagram.

 

Uwaga niedługo dalszy ci±g, więc wypartujcie heh

pozdro


 

CD II roz

18:15, 11/01,2010

Koleżanka kiwnęła na tak - No to widzisz. No ruszamy.

 Znalezienie kuchni było do¶ć proste. Pod±żanie za zapachem jak pies gończy. Sprawdziłam czy nikogo nie ma. Pusto. Wszyscy weszli. Postawiłam na czatach Karolinę. Sama obeszłam kuchnie i znalazłam niby to dĽwiczki niby to szafka, ale jak otworzyłam to jednak …. Szafa. Nie! Chwila! S± drzwi. W±skie, ale drzwi. Otworzyłam. Ciemno. Widać tylko pierwsze schodki.

-Gdzie tu wiatło…. Ma kto telefon ja swój zostawiłam.

-Ja

-No to daj.

Powieciłam i odrobinę pomogło, ale tak tylko trochę. Zaczęłam schodzić. Za mn± inni. Nagle usłyszałam - HEJ A JA???????- Zrobiła to tak głono że aż odbiło się echem. Przynajmniej wiem, że ma do.

-Jeszcze głoniej bo cię duchy nie słyszały.

-Sorry.

Kiedy znów schodziłam, wpatrywałam się w ciemno¶ć, Az tu nagle po chwili zapaliło się wiatło. AAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! Wszyscy zgodnie wrzasnęli i skulili się. Wstałam kiedy miałam pewno¶ć że jest ok.. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Seba trzyma dłoń na wł±czniku. Tylko spojrzałam i darowałam już sobie wykład. -No co? Łatwiej niż po ciemku. -

Odwróciłam się. Poszłam dalej. Kiedy zeszlimy zaczęło mierdzieć czym …., ee  no nie wiem.

Miałam metaliczny, ciężki smak w ustach. Będ±c w pomieszczeniu zapełnionym starociami i winami, czułam się jakby co bardzo złego miało się stać. Takie samo uczucie towarzyszyło mi kiedy pierwszy raz ujrzałam zamek. Prócz smrodu.

-Czego tak właciwie szukamy?- rzucił kto z tyłu

-Tajemnice. - odparłam bez namysłu.

Kiedy tak chodziłam w kółko zauważyłam, że podłoga w pewnym miejscu ma inny pogłos. Taki bardziej pusty. Podłoże było z desek, starych i trochę już niszczej±cych. Zatupałam by sprawdzić czy mam racje. Ta czę¶ć troszku siężniła odcieniem. -Zobaczcie - wskazałam i od razu zaczęlimy szukać przejcia. Po pewnym czasie i przez przypadek odkrylimy uchwyt. Koleżanka trochę rozdrażniona nud± zaczęła się nudzić i chc±c przyspieszyć poszukiwania tupnęła w wieko pokrywy.  Wyskoczył taki drewniany klocek z dziur±. I znowu schody. Postanowiłam zej¶ć tylko ja z ochotnikiem. Oczywicie wszyyyscy byli chętni ……….ha ha ha dobry żart nikt nie chciał i¶ć. W końcu Seba mnie uratował. Zeszlimy. Nigdzie nie było wł±cznika. ¦wiecilimy sobie latarkami z komórek. Moj± uwagę przykuł wiec±cy tak delikatnym wiatłem kwadrat, że ledwo go zauważyłam, jednak Seba do¶ć dobrze dał do zrozumienia że go to nic nie obchodzi i popchn±ł mnie dalej.  Po do¶ć długiej wędrówce o kazało się że to zwykły tunel turystyczny wychodz±cy na rynek. Ale skucha. Miałam tylko radochę z tego iż zaskoczylimy dzieciaki co były na dole.

Zwykły tunel turystyczny.

Po kolacji podeszłam do planu budynku. Kurde, był on tam był a ja go olałam. Głupi tunel. Po drodze spotkałam Pani± Gospodynie,  oczywicie nic jej nie opowiedziałam, ale zapytałam czy s± jakie fajne ksi±żki na temat tego budynku w bibliotece. Odrzekła, że tak, cytuje „trza szukać pod architektur±”. Podziękowałam i skierowałam się do biblioteki. „trza”? co to za dziwne słowo? No nie ważne. Będ±c w bibliotece mylałam, że zemdleje przez te powietrze. Zatęchłe i … ii …. No po prostu mierdziało starymi ksi±żkami. O architekturze materiałów od groma, a o tym co potrzeba to oczywicie nie ….. Chwila co mam „ Plany zamków Polskich” hmmm to może być ciekawe. Usiadłam przy biurku. Fajne takie stylowe. Otworzyłam. Spis treci jednak nie ujawnił tego czego szukałam. Były zamki podobne, ale nie te co trzeba. OCH NIE zwaliłam łokciem pióro z tuszem!!! He? Pusto ? Ale podróbka. Co skierowało moje oczy w górę. Patrzyłam na biurko od spodu. Zauważyłam papier zainstalowany do belek. Delikatnie spróbowałam go wyj±ć, cholera  nie da się. Spogl±daj±c co chwilę czy nikt nie nadchodzi długopisem podważyłam jedn± belkę. Teraz delikatnie…. O mam. MAM! MAAAAAAAAM!!!! To plan zaaamkuuuu. Yyyyess! Kiedy emocje opadły zauważyłam iż on się czymżni od tego w korytarzu. Pobiegłam ze szkicem. Przyłożyłam do tego na cianie. Nic. Hmmm ok. wróciłam do biblioteki. Znalazłam kalkę. Zaczęłam odrysowywać. Znów do korytarza. Jest, ale … wieża. Wyszłam na zewn±trz. Hmm, rzeczywicie, jest. Jak się ta dostać? Wracaj±c do biblioteki zauważyłam otwarte drzwi od niej. Po cichu podeszłam i zajrzałam. Hę? To była ta mała dziewczynka, tym razem bez lalki. Weszłam do rodka.

-Hej co tu robisz?- Odwróciła się. Wygl±dała na zmartwion±. Pokazała na półkę. -Chcesz ksi±żkę?- Z umiechem przytaknęła - ok. zaraz cię podniosę - w tym  momencie potrz±snęła głow± przecz±co. - No dobrze to podsunę ci krzesło - znów się umiechnęła. Kiedy wgramoliła się na krzesło zdjęła ksi±żkę i ukłoniła się i poszła. Odstawiłam krzesło na miejsce. Podeszłam do półki, tam gdzie mała zajrzała. COOOO? W-wszystko było na miejscu. „niemożliwe.  

P-przecież widziałam jak j± zdejmowała. Tam powinno być puste miejsce!!!” No ok. zgaduje, że ksi±żki były na siebie nałożone. Wszystko da się racjonalnie wyjanić.

Po dokładny przestudiowaniu mapki zamku uznałam, że idę spać.

W drodze do komnaty poczułam się głodna. Brzuch mi zacz±ł burczeć. Postanowiłam się wybrać do kuchni i pogrzebać w zapasach. Spotkałam Gospodynie i zapytałam czy mogę co zje¶ć uradowana podała mi informacje gdzie co leży. Miło.

Aaach kuchnia. Otworzyłam lodówkę. Oo kurczak. Podgrzeje go. Kiedy zamykałam lodówkę przeszył mnie zimny dreszcz. Kto za mn± stał.

Gorzej czułam oddech  tego kogo na swojej szyi.

Odwróciłam się.

Nikogo nie. Strach mnie ogarn±. Zaczełam się trz±¶ć. Próbowałam się skupić na smarzeniu kurczaka. Ale tak się bałam. Niech kto tu przyjdzie. Proszę. Wtedy drzwi się uchyliły

Uff, weszła przez nie „mała”. -Hej chcesz co zje¶ć? - z umiechem zaprzeczyła. -A włanie zapomniałabym, jestem Anna a ty?- podeszła do lodówki i zaczęła układać. Ky-a-ty-a-rzy-y-ny-a. Kasia? - Katarzyna. Łał, licznie. A mogę mówić ci  Kasia? -Potwierdziła. Co tak dziwnie pachnie? Oo nie kurczak!. O mało co.

Zjadłam. Pozmywałam. Kasia siedziała przygl±dała mi się uważnie. - Kasiu nie jest dla ciebie za póĽno tak chodzić? Spać już powinna. -Potrz±snęła głow± przecz±co. Wstała i wyszła. No ok.. Kiedy spojrzałam na plan w tym momencie wszedł Seba. -Co ty tu robisz? - zapytał

-Jem i przegl±dam, a to samo pytanie skieruje do Ciebie.

-Nudzę się.

-Taak? To chodĽ ze mna jeszcze raz do podziemi.

-Po co?

-Zobaczysz. W sumie zobacz. Widzisz tu jest wieża a na planie w korytarzu, nic.

-I co z tego?

-I to że „ten” plan jest tym właciwym. Pokazuje iż ona istnieje i że jest przejcie.

-Skoro tak mówisz.

-To idziemy.

-Chwila czy ja powiedziałem że się na to pisze?

-Ej! Chwila, chyba samej mi tam nie dasz i¶ć prawda??? - Teraz słodkie.

-No dobra. Rany.

-Hehe.

Weszlimy przez drzwiczki. Tym razem od razu zapalilimy wiatło. Pod±żalimy ku nikłemu wiatełku. Było mniejsze anemicznie wieciło. Tak to ten na wiec±cy kwadrat.

-Co to? -zapytał

-A ja wiem. Popchnij to się dowiemy.

Próbowalimy na wszystkie sposoby. No i nic.

-Czujesz wiatr? Zapytałam, bo po ramieniu przebiegł mnie dreszcz.

-Wiem!

-Co?

Wyczułam mały dzyndzelek pod palcami. Wyci±gnęłam go. Potem o poci±gn±ł za sob± łańcuch. Zaczęłam ci±gn±ć.

-Pomóż mi trochę.

Złapał i pomógł mi otworzyć. Przed naszymi oczami ukazały się schody prowadz±ce w górę. Przełknęłam linę. Ruszyłam. Po dłuższym wchodzeniu żałowałam. W połowie zatrzymalimy się na odpoczynek. Było strasznie ciemno. Jedynie co księżyc owietlał nam drogę, lecz tylko trochę. Po wejciu na sam± górę zobaczyłam kolejne drzwi. Tyle że na nich widniała tabliczka z napisem. (po łacinie )( ¦miertelne człowiecze, bacz na swe życie drogie i zawróć na właciw± drogę. Nic dobrego za tym wejciem cię nie czeka, czas tylko na tw± korzy¶ć odwleka. ) i co co nie da się rozczytać. Powoli otworzyłam drzwi. Ten zapach co czułam go wczeniej nasilił się. Był taki …. Hipnotyzuj±cy. Seba chyba go nie czuł. Weszłam, a on za mn±. Hm? Nic ty nie ma . Tylko ława a raczej do¶ć długa skrzynia okryta narzut± o raz stolik z krzesłem. Jednak co na stoliku leży. Pióro i kartka. Co tu jest napisane? Hmm. Nie to nie jest polski nawet litery, czy znaki nie wiem, nieznajome.

-Seba mylisz że jak wezmę t± kartkę to kto zauważy?

-Raczej nie, ale po co Ci ona?

-A tak sobie.

-Może sprawdzimy co jest w skrzyni?

Kiedy tylko dotkn±ł wieka, sparaliżowało i jego i mnie. Znów kto stał za mn±. Oddech. Poczułam nagle wielk± zło¶ć.

-Czego na mnie chuchasz debilu? - Kiedy się odwróciłam zobaczyłam sylwetkę mężczyzny.

Czas się zatrzymał.

Miał długie ciemne włosy. Nie widziałam całej twarzy. Tylko ten umiech czekaj±cy na moj± następn± reakcje. Wtedy zobaczyła jego oczy. Były przenikaj±ce, już nie wspomnę o kolorze. Zimny głęboki fiolet. Przecież to niemożliwe. To nie realne. Nagle zrobiło się ciemno. Co … jakie obrazy. Nie pamiętam. Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem? Co? W wieży? Seba leżał przy ławie. Była otworzona. Obudziłam go. -Idziemy! - Zerwał się na równe nogi. Kiedy wrócilimy była trzecia w nocy. Kiedy weszłam do pokoju dziewczyny smacznie spały. Po chwili uwiadomiłam sobie że trzymam kartkę w dłoni, to ta, któr± zabrałam z góry. Odłożyłam na stolik obok. I zasnęłam.

 Następnego dnia kiedy się obudziłam a raczej mnie obudzono czułam wszędzie ból. Każdy mięsień mojego ciała wołał o pomstę do nieba. Spojrzałam w bok dziewczyny przerazone stały nade mn±.

-Co jest? - zapytałam

-Wygl±dasz dziwnie…

-… i te lady.

¦lady gdzie? Wtedy zauważyłam, były na nadgarstkach, kostkach. Dziewczyny powiedziały że też na szyi. Co dziwniejsze wygl±dały jak siniak po złym nakłuciu igł±. Szybko doskoczyłam do kosmetyczki. Jest, korektor. Po pięciu minutach wygl±dało o wiele lepiej.

-Ciekawe co to mogło być.

-Komary - stwierdziłam z umiechem.

Kiedy schodziłam na niadanie u dołu schodów stała Kasia. Podbiegłam do niej. Kiedy mnie zauważyła, umiechnę się szeroko.

 

 


 

Ok. a to (II) drugi rozdział

00:23, 11/01,2010
Ok. a to (II) drugi rozdział

 

 

Po kilku godzinach dotarlimy. Zamek oczywicie imponuj±cy ale dziwnie się czułam, miałam wrażenie że kto mnie obserwuje. NIE! Oczekuje na moje przybycie. Oooo rany głowa mnie rozbolała. Przed wejciem wyskoczył (dosłownie) jaki facet.

-Co wy tu robicie? To teren prywatny!! Wyyynocha  st±d!!- wygl±dał jak wilkołak w przebraniu ciecia. Miał Doc przerzedzone ale ciemne włosy, był chudy i miał zł±czone brwi. Powiedziałam o tym Karolinie a ona dalej.  Zamiast bać się my zaczęlimy chichotać.

-Chwila proszę pana my mamy rezerwacje.

-Że co niby?

-Mamy tu spać jedn± noc

-Buaaahahahahahaah chyba pani zwariowała. Nie wytrzymacie tu nawet dziesięciu minut. A to dobre ehehehehee.

-Panie Augucie!!!- z oddali zawołała jaka kobieta. Chyba nawet ta co ze mn± rozmawiała.  Była szczupła ale nie wysoka, jakie metr sze¶ćdziesi±t.

-Panie Augucie oni maj± rezerwację proszę dać im przej¶ć.

-Hmpf jak pani chce ja próbowałem ich tylko uchronić przed niemiłymi .

-Proszę przestać. Jedyna niemił± sytuacj± jest witanie goci w ten sposób.

Teraz zwróciła się do nas

-Proszę mu wybaczyć. Jego stryj a nasz bardzo szanowany ogrodnik złamał w tym roku nogę na schodach. Uważa że to sprawka duchów. No nie ważne. Witam na zamku. Jest to do¶ć stary budynek o pięknej historii. Ale o tym póĽniej. Zaprowadzę was do waszych komnat. W każdej s± po trzy łóżka. Na probę możemy zmienić ustawienie.

Kiedy weszlimy do rodka zrobiło się bardzo przytulnie, ciepło i przyjaĽnie. Ja dostałam pokój z Karolin± i Ewelin±. Miałymy trzy wielkie łoża z baldachimami i zasłonami. Od razu stwierdziłymy że poł±czymy łóżka. I wyszło jedno wielkie łoże. PóĽniej przyszła nasza opiekunka. Apel na dole za piętnacie minut. Przebrałam się i na dół do holu głównego.

Jak to w zamkach bywa na cianach wisiały obrazy, niektóre pejzaży i pobliskich miejsc a na innych byli (chyba) dawni właciciele zamku. Schodziło się po ciemnych, starych i trzeszcz±cych schodach. Urokliwe miejsce. Nagle co zauważyłam k±tem oka. Spojrzałam w górę i zobaczyłam mał± dziewczynkę z mał±, porcelanow± lalk±. Pomachała do mnie i się umiechnęła. Odmachałam jej. Kiedy dziewczyny zobaczyły komu macham spojrzały w tę sam± stronę. Też ja zobaczyły i pomachały do niej. Ona zamiast odmachać wstała ze smutn± min± i odeszła..

-Dziwne dziecko. -Stwierdziła Karolina.

-Czemu tak mylisz?

-Takie mam wrażenie po prostu.

Kiedy przechodziłymy przez korytarz za cianie koło stosunkowo jasnych drzwi (w sumie różniły się bardzo od innych ) Zauważyłam obraz rodziny, ale połowa była spalona.

Była kobieta z ciemnymi włosami  mężczyzna i  dziecko. Mama stała po lewej stronie, tata po prawej a dziecko siedziało na krzesełku.  Oboje rodziców trzymało jedn± rękę na ramieniu swojego maleństwa. Ojciec miał szczupł± budowę ciała. Na twarzy miał zarost i chyba wygl±dał na poważniejszego niż był. Matka wygl±dała jak .. Miała twarz syreny: pełne usta, wielkie oczy, ciemne falowane włosy. Córki nie było widać.  Wokół nich było wiele małych rzeczy, ale nie zauważyłam co dokładnie bo się spieszyłam.

Kiedy wyszłymy z korytarza zobaczylimy innych z nasz± pani± przewodnik.

Na apelu pani przewodnik zaprezentowała nam historię, a raczej legendę tego zamku. Legendę gdyż historia dotyczy jednego z włacicieli,  którzy nie pozostawili po sobie … nieważne.

-Drogie dzieci proszę usi±¶ć. Gdzie na przełomie XIX wieku do tego zamku przeprowadziło się młode małżeństwo. Weronika z domu Żuławskich - ¦lepowrońska i Zygmunt ¦lepowroński. Żona w bardzo młodym wieku, około szesnastu lat. On starszy od niej o siedem lat. Mimo iż to małżeństwo było zaaranżowane zakochali się w sobie na swoich zaręczynach. Przeprowadziwszy się tu zabrali ze sob± kucharza, dwie służ±ce i majordomusa. Miejsce to zastali w do¶ć smutnym stanie. Wszystko szare i ponure. Małżonka będ±c kobiet± uczynn± i nie tylko wydaj±c± rozkazy., zaprojektowała ogród z laskiem i małym jeziorkiem. Wsadzała kwiaty  i drzewa. M±ż za wspierał j± w każdym pomyle, lecz nie biernie ale czynnie to co mu się nie podobało ona zamieniała na co na co oboje się godzili. Teraz co widzicie jest takie od tamtego momentu tylko niektóre meble zostały wymienione. Więc proszę was bycie na antyki uważali.

- Ale dlaczego ona wyszła za niego tak młodo? Moja siostra jak chciała się ożenić ze swoim chłopakiem to rodzice nie pozwolili.- zapytała Marta

-Kochanie nie ożenić tylko wyj¶ć za m±ż. Bo to były inne czasy. Duż± ilo¶ć czasu spędzali ze sob±. Nastał jednak taki czas iż małżonek wyjeżdżał w interesach. Ona za pod jego nieobecno¶ć opiekowała się posiadłoci±. Maj±c dobre serce i widz±c co się dzieje za pałacowym murem próbowała pomagać ludziom z okolicy. Dawała im stare suknie i tkaniny których już nie używała, zatrudniała przy drobnych pracach, a dzieci zapraszała na niedzielne spotkania. Uczyła je pisania i czytania. Kobietę najbardziej kochała mała dziewczynki imieniem Katarzyna. Zawsze siadała na kolanach i słuchała z uwag±. Niestety mama małej zmarła przy porodzie braciszka, ten będ±c słabym niemowlęciem zmarł dwa dni póĽniej. Pani widz±c zł± sytuacje zaopiekowała się dziewczynk±. Można by powiedzieć że sytuacja jest jak w Dobrej Pani . Jednak miło¶ć kobiety do tego dziecka nie była chwilowa. Nie miała jednak możliwoci się rozwin±ć. Trzy miesi±ce po powrocie małżonka kobieta zasłabła. Lekarz oznajmił  że jest w drugim miesi±cu ci±ży. Radoci nie było końca aż do tragicznego momentu, który wydarzył się tuż przed urodzeniem dziecka. Do posiadłoci został zatrudniony lokaj. Wysoki, młody brunet z zielonymi oczami. Bardzo przystojny młodzieniec, który był również bardzo wykształcony. Lecz było w nim co niepokoj±cego, co martwiło małżeństwo. Zmienił się on po powrocie z Londynu. Tak oznajmiła jedna ze służ±cych, towarzysz±ca Panu w wyprawie. Ponieważ iż był młody uznano, że to przez dorastanie. Pewnego dnia kiedy Pani Ľle się poczuła wezwano lekarza. W komnacie kobiety był m±ż lekarz i służ±ce. Mała Katarzynka została z lokajem. Pani zaczęła rodzić. Poród był tak ciężki iż męża wyproszono do przedpokoju. Kiedy dziecko przyszło na wiat lekarz oznajmił, że jest to zdrowa dziewczynka. Chc±c podzielić się wspaniał± wiadomoci± posłano po Kasię. Lecz po piętnastu minutach dało się słyszeć krzyk.  Wszyscy zeszli na dół została tylko Pani z dzieckiem i lekarzem. Pokojówka siedziała zszokowana przed otwart± bawialni±. Nie mogła wydobyć z siebie słowa. Do pokoju wszedł Zygmunt to co zastał wygl±dało wstrz±saj±co. Cały pokój był zdemolowany, lecz nie to było najgorsze. Wszystko od podłogi aż po sufit było całe we KRWI. Przez następnych kilka godzin szukano dziewczynki i lokaja. Najpierw obszukano cał± posiadło¶ć, póĽniej okoliczne wsie. Zawiadomiono pobliskie miasteczka i miasta. Zaniechano poszukiwań po dwóch latach. Rozpacz duża w sercach, ale i pociecha rosła to i z czego cieszyć też było. Małej nadano imię Barbara. Kiedy dziewczynka skończyła lat pięć wszyscy twierdzili że mała Kasia wróciła do domu. Była bardzo podobna do niej i  z wygl±du i  z zachowania. Miała co najdziwniejsze te same gesty. Zapominała się też czasem i zamiast mamo mówiła ciociu. Kiedy tak się działo smutek ogarniał Państwo. Lecz skoro powróciła jako ich córka to tylko rado¶ć.

-A nikt nie wie co się stało z lokajem i mał± Kasi±?

-Powiadaj± że Pan go znalazł i uwięził, ale Kasi nie odnalazł.  Nigdy. Według niektórych zamkn±ł go w lochach a miejscowy ksi±dz rzucił na niego przekleństwo jak i zawarł pakt.

-Pakt?

-Tak. To takie co jak przysięga tyle że wymuszona.

Po tej historii zaproszono nas na kolacje. Po wejciu do jadalni zastalimy zastawiony duuugi stół. Po posiłku mielimy kilka godzin na rozejrzenie się po zamku. Dostaj±c takie zezwolenie mielimy całkowicie woln± rękę. Wpierw zwołałam małe zebranie.

-Kto chce ze mn± zwiedzić katakumby?- wtedy usłyszałam za sob±.

-Drogie dziecku tu nie ma katakumb, nam ten zamek jak własn± kieszeń jest tylko piwnica z winami.

-To mi wystarczy.

-Ale ona jest zamknięta.

-Eeeeeee? No to pochodzimy po piętrze.

-Proszę bardzo.

Kiedy tylko odeszła podbiegłam do planu budynku. Wyszukałam tego czego szukałam.

-Więc wejcie jest w kuchni.

-Ale do czego?

-Do piwnicy.

-Ale słyszała że drzwi s± zamknięte.

-Ale sprawdzić można? Prawda? - koleżanka kiwnęł

 

"Wieszczka"

02:37, 10/31,2010

Ok to jest amatorka więc oceniajcie delikatnie ale mówicie co jest nie tak itp itp

 

Niech będzie że to (I) pierwszy rozdział

 

 

-Mydło?

-Mam.

-Pidżama?

-Jest.

-I bardzo cię proszę, odz….

-Tak wiem odzywaj się chociaż raz na dzień.

-No i tak ma być.

„Oooo raany, czy tylko ja się muszę użerać?” Tak te my¶li do¶ć często mi chodziły po głowie. Ale nie tylko te, były jeszcze pytania czy potrzebuje jechać na ten obóz. W sumie sama wybrałam sobie taki los. Pomy¶lałam sobie, że jak pojadę na obóz „przetrwania” to udowodni± rodzicom iż jestem wystarczaj±co odpowiedzialna i mog± kupić mi psa. Marzy mi się owczarek niemiecki, albo bokser chociaż nie bo one krótko żyj±. Nieważne. Tak czy siak udowodnić muszę rodzicom, że jestem odpowiedzialna.

O kurde już dziesi±ta –Taaaatoooo!!!!! Bo się spóĽnimy!!!! ChodĽ wreszcie!- Rodziców czasem trzeba pogonić. Wsiadłam do auta i czekam. Tata wsiadł póĽniej mama. Jedziemy. Po wyjechaniu z blokowego garażu mijam bazar, póĽniej moje bloki (co¶ strasznego). Rakowiec zawsze był takim małym miasteczkiem w wielkim mie¶cie. Każdy się tu zna a jak jest kto¶ nowy to zaraz będzie starym znajomym. Co prawda więcej dzieje się na ulicy niż w mieszkaniach bo zawsze można na ławeczce usi±¶ć i kogo¶ poznać albo się z kim¶ spotkać (większo¶ć to starsi ludzie niektórzy mili niektórzy …. Nie mili ). Mijam bazar, i buduj±ce się nowe bloki przy górkach zastanawiam jak będ± wygl±dać. Może się przeprowadzimy? Eee kasy nie mamy.

Po niedługiej przejażdżce dotarłam na plac bankowy. Stał tam taki… nie nowy autokar i duuużooooo ludzi, większo¶ć dzieci. Jak zawsze problem z parkowaniem. No ale udał się.

-Mamo wysiadam i …

-Zaczekaj na tatę i na mnie.

-Ok. – Stanęłam przy aucie i czekałam.

-O patrz tam chyba jest twoja opiekunka.

-No w sumie.

Razem z rodzicami, …. no chwila jeszcze tata nie wyci±gn±ł plecaka. Ok. Razem z rodzicami skierowałam się do kobiety która przypominała Indiankę.. eee? Warkoczyki no ok. ale nie  w tym wieku. W sumie: As you wish. Stanęłam przed ni±, u¶miechnęłam się i rzekłam.

-Witam czy to jest autokar na obóz?

-Tak, a jak się nazywasz?

-Anna Tytanja

-Ok, a twoi rodzice …

-Już id±.

Podeszłam do taty i wzięłam plecak. Pomaszerowałam do autokaru. Przy nim stał kierowca  taki trochę pulchny z w±sikiem.- Tutaj bagaż?-

- Tak- Opowiedział i wzi±ł ode mnie plecak.

Po załatwieniu formalno¶ci i pożegnaniu się  z rodzicami usiadłam w ¶rodkowym rzędzie bo tak jest bezpieczniej. Koło mnie usiadła szczupła dziewczynka z blond włosami. Przedstawiłam się i wyraziłam chęć dalszego zapoznania i konwersacji. Jej imię za¶ Karolina przypominało mi las nie wiem czemu ale takie mam skojarzenie. Przez cał± sze¶ciu godzinna drogę rozmawiały¶my i gadały¶my z innymi dziewczynami i jednym chłopakiem.

Tak mijał czas aż zasnęłam

 

Dooootarłam. !!!!!

Zmęczona, i z uciskiem na pęcherzu. ok. były postoje ale w kolejce nie chciało mi się stać w kolejce, a póĽniej jeszcze uważać by nie dotkn±ć sedesu bo jest obsikany. ŁŁŁŁŁEEEE!!!!!!!!

Wysiadłam, podeszłam do opiekunki i zapytałam gdzie jest toaleta. Ona u¶miechnęła się i wskazała na mały domek z serduszkiem. No to lecę i?

i?

i?

ULŻYŁOO!!!! UFFF!!!

Kiedy wyszłam dzieciaki rozstawiały namioty. No to podeszłam do jedynego samotnego plecaka. Wyjęłam i rozłożyłam namiot. Podeszła do mnie Karolina i stwierdziła że będzie się bała sama spać i zapytała czy może ze mn± dzielić namiot. Odpowiedziałam że z chęci±, ale niech pokaże swój namiot. Przyszła mi do głowy pewna my¶l. Jej namiot był podobny do mojego. Rozłożyłam go koło mojego. Wtedy jego suwak poł±czyłam z moim i miały¶my wille, nie namiot. Zobaczyła to opiekunka. - Oooo kurde i po mojej ciężkiej pracy- Ale ona tylko podeszła i stwierdziła iż to bardzo pomysłowe. Zwołała wszystkie dzieciaki wokół nas i oznajmiła że je¶li kto¶ boi się spać sam może zrobić podobnie. Łał fajna ta kobita.

Podzielono nas na grupy w losowaniu by było sprawiedliwie. Teraz tylko mieli¶my wymy¶lić nazwę dla naszego zespołu.

-Może …. Eeee…ten .. No… Pantery. - zaproponował chłopak.

-Eeee to za poważne. - rzuciła jedna z dziewczyn. Mi za nie przychodził żaden pomysł do głowy. Chwila

- Grupa eS - krzyknęłam

- eS?

-Tak jak sprawiedliwo¶ć- byłam  siebie zadowolona

-Mnie to nie pasi - odpowiedział chłopak który z pocz±tku wydawał się być miły, ale jako¶ tak mi do gustu nie przypadł. - Głupia nazwa zostańmy przy Panterach albo Nindża

- Nindzia. -stwierdziłam

-Że co?

-Jak już co¶ mówisz to mów to poprawnie. Nindzia pisane prze „jot i”. W Japonii nie ma twardych głosek.

-Nie udawaj m±drej bo nie jeste¶.

-Hmpf. Powiedział ten co na karate chodzi.- głupek

- A co, chcesz się zmierzyć?

-Na głowę upadłe¶ …. Nie chce cię połamać.

-No to dawaj- rzucił się na mnie. Chciał mnie kopn±ć ale go zatrzymałam.

-Zwariowałe¶!?!? Przestań!!! To był żart!!!

-Nie bawi± mnie takie żarty!!! Aaaaahhhhh!!!!!! - Kiedy zacz±ł walić pię¶ciami, jako¶ tak mi się wy¶lizgnęła ręka i przywaliłam mu lewym sierpowym. Upadł na ziemię. Usiadłam na nim i unieruchomiłam go. Dzieciaki tylko się patrzyły. Spojrzałam na Karolinę i zawołałam:

-IdĽ po opiekuna. -  patrzyła  ze zdziwieniem

- No co się patrzysz? JUŻ!!! - wstała i pobiegła. Przybliżyłam twarz do policzka chłopaka

- A tobie radze na przyszło¶ć nie wyskakiwać do kogokolwiek. Jasne?

-Jeszcze cię dopadnę

-Niech ci będzie.

Przyszła opiekunka. Była trochę zszokowana.

-Co tu się dzieje?

-Może niech Karolina opowie.

-T-tak wła¶nie chodĽ ze mn±. Aniu zejdĽ z niego. A ty chłopcze za mn±.

Kiedy opiekunka oddaliła się stwierdziłam;

-No to co? Jeste¶my Ninjia?

-My¶lałem że nie podoba ci się ten pomysł. - Zapytał rudzielec.*

-Nie, czemu? On miał dobry pomysł tylko trochę wyrywny jest. To co? Ninjia?

-TAK!!!!- Cała grupka dzieciaków odpowiedziała chórkiem.

Przez kilka następnych dni uczono nas różnych metod przetrwania. Były ćwiczenia fizyczne, uczono nas odruchów np. jak by co¶ na nas leciało jak strzała lub kamień.

Cały pierwszy tydzień nam na tym przeszedł. Fajnie bo dużo nam ciekawych rzeczy pokazali.

W noc przed drugim tygodniem oznajmili nam iż daj± nam dwa dni na znalezienie skarbu. Nie będ± nam pomagać prawie w niczym. Mamy sobie sami radzić. Rzekli  tajemniczo tylko „Sowa patrz±ca to sowa wskazuj±ca”

W ci±gu tych dwóch dni żadna grupa nie znalazła skarbu. Opiekunowie dali nam kolejne dwa dni. Lecz i tym razem bł±kali¶my się tylko po lesie szukaj±c sowy. W końcu co¶ mnie tknęło. Zwołałam nasz± grupę.

-Słuchajcie. Bł±dzimy po lesie bez sensu. A może skarb jest w naszym obozie?

-Nie gadaj głupot. Czemu mieliby robić co¶ tak głupiego. - zapytała Oliwia.*1

-Bo wła¶nie o to chodzi. To nie chodzi o sowę prawdziw±. Zauważyli¶cie jak± zawieszkę ma nasza opiekunka? - po chwili dodałam - Ma sowę z wielkimi oczami.

-Rzeczywi¶cie, ale co z tego?

-No jak to? Przecież to ta sowa, o której mówili.

Jako¶ to nie przypadło im go gustu.

-Ok. To zróbmy tak. Przebieramy się w czarne ubrania jak kto¶ nie ma to pożyczajcie od siebie nawzajem. Spójrzcie to jest nasz namiot a ten opiekunów. Ja wkradnę się do naszej opiekunki a wy mnie ubezpieczajcie. Jasne? A i weĽcie latarki i scyzoryki.

Wyruszyli¶my. Byli¶my pod namiotem. Jeden z opiekunów nie spał bo miał wachtę, reszta drzemała. Zakradli¶my się od tyłu. Dałam znać Karolinie. Podeszła do wychowawcy.

-Co się stało?

-Bo mnie brzuch boli i boje się sama i¶ć do toalety.

-Nie przesadzaj.

-Kiedy ja naprawdę się boję.

-No dobrze ale szybko.

W momencie kiedy poszedł, wkradłam się po cichu do ¶rodka. Nasza pani spała. Na jej szyi pobłyskiwała sowa z wielkimi oczami. Rozejrzałam się po namiocie i znalazłam zeszyt. W zeszycie znalazłam tego czego szukałam. Ostrożnie rozejrzałam się i wyszłam.

Cała grupa zebrała się u nas. Zaczekali¶my na Karolinę. Kiedy i ona nadeszła zaczęłam wszystko tłumaczyć.

-W nocy tego nie możemy zrobić. A za dnia jeszcze gorzej. Jakie¶ pomysły?

Po do¶ć długiej naradzie udało nam się doj¶ć do porozumienia i ułożyć plan. Nad ranem zaczęli¶my realizować pomysł. Do południa udało nam się dosłownie znaleĽć skarb.

Wieczorem z tej okazji został zwołamy apel.

-Drodzy obozowicze. Grupa  Ninjia znalazła skarb. W nagrodę pojad± na wycieczkę do starego zamku._____ . Będ± w nim nocować i będ± mogli się po nim poruszać dowoli.

-A przepraszam mam pytanie, czy tylko my musimy jechać czy możemy zabrać cał± grupę?

-Nie wiem czy to jest możliwe. Po za tym to wasza nagroda i rezerwacja jest tylko na 7 osób.

-Plus kolejnych siedem i opiekunowie da się pomie¶cić. Założę się że nie maj± tam dużego ruchu dlatego zgodzili się przyj±ć nas. A może mi pani powiedzieć za jak± cenę?

-ChodĽmy do namiotu.

Weszły¶my do ¶rodka.

-Popatrz tak± ofertę znalazłam w Internecie. Pisz± że maj± dużo sal i atrakcji.

-A telefon tam jest?

-Tak. Chwila.

Poszukała i po chwili poprosiłam j± o telefon komórkowy. Zdziwiłam się bo o tej porze odebrali co prawda była dopiero dwudziesta z minutami. Zapytałam się czy jest możliwo¶ć przybycia większej ilo¶ci osób po tej samej cenie, pani odpowiedziała z rado¶ci± iż oczywi¶cie. Wyszłam z namiotu.

-No to załatwione. Jedziemy wszyscy. Tyle że ci co przegrali …- wszyscy patrzyli na mnie ze skupieniem co teraz powiem- Ci co przegrali zmywaj± po dzisiejszej kolacji.

¦miech na sali. My¶leli że jak±¶ głupotę im wymy¶lę.

Nazajutrz spakowali¶my się do autokaru i ruszyli¶my w stronę zamku. Poprosiłam pani± o ulotkę. Kiedy teraz za dnia dokładniej jej się przyjrzałam zauważyłam mały druczek na czerwono:

Uwaga: Z powodu niewyja¶nionych zdarzeń na zamku prosimy o dokładne przemy¶lenie noclegu na jego terytorium. Nie ponosimy konsekwencji za straty spowodowanie przez byty mieszcz±ce się na zamku ( duchy)

-Proszę pani czy zauważyła pani że ten zamek jest nawiedzony

-Jak ty? -rzucił z końca autokaru Sebastian. Tak ten sam chłopak co mnie chciał pobic

-Nie ciebie pytam.

-No wiesz s±dzę że to taki chwyt reklamowy, niż ostrzeżenie.

-Ale jakby to był chwyt to napisaliby  to trochę inaczej.

 


 
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.